Banner Top

Jak się Sierpień marnuje...

Panu Trzaskowskiemu i jego warszawiakom sierpień spłynął wraz z g...em z oczyszczalni „Czajka” do morza. Ta katastrofa ukoronowała niezborność działań opozycji po przegranych w lipcu wyborach.

Najpierw była udawana euforia, że mimo przegranej pokazało się siłę 10 mln „zwolenników Trzaskowskiego”; potem zapowiedź tworzenia nowego Ruchu nazwanego z dużą bezczelnością „Nową Solidarnością”. A potem wyszło jak zawsze...buuum i popłynęło...

Majak suwerenności

Sierpień to miesiąc pracowity dla władz. Taki minister umundurowany Błaszczak musi 1 sierpnia robić za „Montera”, 15 sierpnia za Rydza-Śmigłego a 31 sierpnia za Annę Walentynowicz, by znów 1 września stać się mjr Sucharskim. A wszystko po to, by wszem i wobec podkreślać, jak wielką wartością dla naszego ogółu jest suwerenność.

Trzymając się analogii historycznych, zauważyć można, że wartości mają swoją cenę wymierną, bo dla Polaków – tak rzekł Beck – tylko honor jest rzeczą bezcenną. Suwerenność brzmi pięknie, ale czy gotowi jesteśmy w imię owej suwerenności państwa, poświęcić inne wartości, a zwłaszcza naszą osobistą wolność...

Status q.... mać

To nie była wojna kończąca się zawarciem pokoju, pogodzeniem się z rzeczywistością, by w spokoju uleczyć doznane rany i odbudować spalone domy. To nie była bitwa na równinie Armageddon ostatecznie rozstrzygająca spór między dobrem a złem. To tylko były wybory decydujące o obsadzeniu ważnego w Polsce urzędu Prezydenta RP.

Nie były to wybory uczciwe i demokratyczne. Symbolem ich może być pan Premier ostentacyjnie kupujący poparcie dla nominanta swojej partii, płacąc za głosy lipnymi czekami bez pokrycia. W teorii za demokratyczne uważamy wybory, w których każdy kandydujący ma równe szanse dotarcia ze swoim przesłaniem do głosujących; w praktyce wiemy jak ta „równość” wyglądała.

Przekop śliczny, bo socjalistyczny

Na wieść o tym, że władze państwa zamierzają uruchomić wielki program inwestycyjny, rozsądni obywatele powinni w panicznym popłochu uciekać na Kiribati, albo jeszcze dalej. Doświadczenie mówi, że urzędnicy państwowi nie są zdolni produkować prostych gwoździ, więc bezpieczniej jest trzymać ich z daleka od gospodarki.

Polityk, niestety, dąży do maksymalnego poszerzenia swej władzy, zatem żerować musi na utopijnej wierze w socjalizm, wbitej do głów metodą nauczania. Polityk:

Dyktat znachorów

Za wcześnie jest na oceny; możemy dziś tylko, siedząc w domach w „namordnikach”, oglądać wieści przez telewizor, powstrzymując się od opiniowania, by nam przez maskę oczka nie zaparowały. Nie wiemy w jakim państwie najskuteczniej poradzono sobie z koronowirusem, nie wiemy nawet, czy groźba pandemii była realna czy wirtualna. Nie oglądamy świata, zmuszeni do izolacji, lecz przyjmujemy o nim opinie namaszczonych mędrców.

Zagrożenie wyostrza różnice między krajami dojrzałej demokracji i państwami dopiero dojrzewającymi do wolności. W Niemczech pani kanclerz Angela Merkel prawie codziennie cierpliwie wyjaśniała, tłumaczyła, przekonywała, odpowiadała na wszelkie pytania. Pomocą służyli jej fachowcy z Urzędu Zdrowia Publicznego, z Instytutu Kocha, z instytucji funkcjonujących od wielu, wielu lat, posiadających niekwestionowany autorytet oparty na rzeczywistym dorobku.

Pan Szumowski jako Żeleźniak

Był taki, wstydliwie zapominany incydent dziejach świata: zduszenie przez ruskiego chama kiełkującej rosyjskiej demokracji. 25 listopada 1917 r. (już po tzw rewolucji październikowej) odbyły się w Rosji wolne i demokratyczne wybory parlamentarne.

Mimo czasu wojny i zamieszek frekwencja była wysoka; głosowało 44,4 mln uprawnionych, ponad 50%. Najwięcej głosów zdobyli eserowcy (40%), bolszewicy uzyskali 23%. W Konstytuancie rząd pana Lenina liczyć mógł na 155 głosów, na 410 posłów. Demokracja jednak nie mogła wydrzeć władzy z rąk Lenina. 18 stycznia 1918 r. już w czasie pierwszego dnia obrad doszło do unicestwienia parlamentu. W nocy przyszedł matros Żeleźniak, powiedział, że warta jest zmęczona i kazał posłom się wynosić. Opornych pogoniono bagnetami i kolbami, do protestujących na ulicach otwarto ogień z karabinów maszynowych.

Bezgłowność

W doktrynie wschodniej w społeczeństwie nie opromienionym wolą Cara zaczyna się bezhołowie (bezgłowność). W doktrynie zachodniej w sytuacjach kryzysowych, gdy przestaje funkcjonować system administracyjnego zarządzania, każdy - nie czekając na rozkaz - powinien robić to co do niego należy, kierując się odpowiedzialnością za siebie i najbliższych oraz zasadami solidarności społecznej. Dwa różne światy, wypada wiedzieć na którym z nich żyjemy.

Na szczęście po dwóch tygodniach „paniki epidemiologicznej” zachowujemy się, jako społeczeństwo odpowiedzialnie i solidarnie. Rząd może udawać, że tym wszystkim rządzi; dla nas ważniejszym jest by nie przeszkadzał. A co mi, jako obywatelowi Rzeczpospolitej przeszkadza?

Przeszkadza mi ten stan nieodpowiedzialności, ta ucieczka głowy państwa, od obowiązków wynikających z Konstytucji.

Bezpieczność

Dzieci można spacyfikować bez użycia siły, by nie zadawały niezręcznych pytań. Służy temu doświadczenie praktyki edukacji publicznej. Gorzej z dorosłymi, ich, co najwyżej, można zagadać, ogłupić propagandową wrzawą...

Pytania nie znikną. Jeśli poważnie myślimy o wyborze Prezydenta Rzeczpospolitej, to nie traćmy czasu na dyskusję o chorobach nowotworowych, o wysokości emerytur, o rusko-polskim węglu, lecz pytajmy o najważniejsze. O tym jak Prezydent wywiązuje się, lub zamierza wywiązać z obowiązków podstawowych, zawartych w art 126 Konstytucji.

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px