Banner Top

Historie Jarosława Kapsy. Opowieść 25

HAZARD I HODOWLA - W marcu 1930 r w Warszawie policja aresztowała księcia Tomasza Lubomirskiego, właściciel Pławna, syna księcia Stefana z Kruszyny i Natalii z Zamojskich. Zacne nazwisko powodowało, że afera odbiła się w kraju głośnym echem.

Nie była to jednak wielka afera, raczej banalny, wstydliwy przypadek, jaki trafić się mógł w każdej rodzinie. 38 letni książę z Pławna, ojciec trójki dzieci i mąż Marii Aleksandry z domu ks. Druckiej-Lubeckiej, był nałogowym hazardzistą a jednocześnie nieodpowiedzialnym utracjuszem.

 

Kolejnym jego „interesem życia” miał być zakup kopalni ropy naftowej w słynnym zagłębiu w Borysławiu.

Odwiedził w tym celu Lwów, znalazł potencjalnego zbywcę złóż, ustalił warunki kontraktu i na ten cel zapożyczył się wystawiając weksle na 400 tys zł. Część z tego wpłacił w poczet należności, część przepuścił w Sopocie grając w karty. Potem znów się zadłużał, chcąc ratować sytuację, ostatecznie umknął z Lwowa do Warszawy poszukiwany przez policje za wyłudzenie 200 tys zł.

W Warszawie legitymując się znanym nazwiskiem mieszkał nie płacąc w kolejnych hotelach „Savoj”, „Bristol”, „Europejski”, licząc, ze jakiś cud odwróci złe karty. Ostatecznie uciekając przed wierzycielami wylądował u brata Hieronima, skąd go policja wyprowadziła w kajdankach. Nie siedział zresztą długo, wyszedł za kaucją w wysokości 150 tys zł. Chcąc nie chcąc za nieodpowiedzialnego dziedzica zapłaciła książęca rodzina.

Przykra to była informacja, pamiętano bowiem w Częstochowie zasługi księcia Stefana jako prezesa Komitetu Organizacyjnego wielkiej Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w 1909, wspominano jak w imieniu nieistniejącego Państwa Polskiego gościł w swym pałacu zaprzyjaźnioną delegację nieistniejącej Republiki Czeskiej. Właściciel Kruszyny, co też dziś warto wspomnieć, był pierwszym w niepodległej Polsce prezesem PKOL (wtedy jeszcze zwanego Polskim Komitetem Igrzysk Olimpijskich).

Bywały w rodzinach ziemiańskich na naszej, częstochowskiej ziemi, gorsze skandale. W latach 20-tych młody Gawlitta, syn właścicieli Pawonkowa, stał na czele bandy przemytniczej, nie cofając się też przed zwykłym bandytyzmem. Szokiem też było wydarzenie w sylwestra 1924 r, gdy właściciel Madalina podczas kłótni zastrzelił zasłużonego restauratora, majora ochotniczej Straży Ogniowej,  Józefa Żebrowskiego. Tomasz Lubomirski, przyznajmy, krzywdę zrobił tylko sobie i swojej rodzinie; i to rodzina – a nie ogół – poniosła konsekwencje jego nieodpowiedzialności.

Dziedzic z Pławna splamił nazwisko przez skłonność do hazardu. Ale, z drugiej strony, wszak kruszyńskim Lubomirskim zawdzięczamy, że podczęstochowskie strony słynęły „hazardowym” sportem i hodowlą koni wyścigowych. W XIX w wzorem arystokracji angielskiej także wśród naszych ziemian modna stawała się hipika. Organizowana rozmaite amatorskie wyścigi, inwestowano w rozwój hodowli rasowych koni. Pierwszy w Królestwie Polskim pod zaborem rosyjskim tor wyścigowy powstał właśnie w Pławnie z inicjatywy ówczesnego właściciela majątku  Mariana Gruszeckiego.

Było to nawiązanie do wcześniejszych inicjatyw takich jak powstanie w 1841 r w Warszawie Towarzystwa Wyścigów Konnych. Wśród założycieli nie brakło ziemian z naszych stron: Ostrowskich z Maluszyna, Potockich z Chrząstowa (Koniecpola), Siemieńskich z Żytna. Po powstaniu styczniowym społeczne organizacje ziemian uległy likwidacji. Dopiero w 1879 r Marian Gruszecki uzyskał zgodę władz na organizację wyścigów. Odbyły się one 30 sierpnia na specjalnie przygotowanym torze nad rzeczką. Organizator zaprosił 200 gości, prócz nich zawody oglądało ponad 1000 miejscowych osób.

Dżokejami byli młodzi ziemianie, indywidualny popis  woltyżerki przedstawił Niemojewski z Oleszna. Przygrywała kapela ludowa, a dodatkową atrakcją stały się dla gości występy słynnych braci Emilii Michalskiej z Borowna – Jana i Edwarda Reszka. Być może ich wizyta zaowocowała zakupem przez tych najsłynniejszych polskich śpiewaków operowych majątków w Garnku i Skrzydlowie i uruchomieniem tam własnej hodowli  anglików. Sukces wyścigów  przyniósł powstanie Pławnieńskiego Towarzystwa Wyścigów Konnych kierowanych przez Augusta Ostrowskiego z Radoszewnicy.

Przez kolejnych 12 lat w stałych terminach 29-30 sierpnia organizowano wyścigi, w których pula nagród przekraczała 1500 rb. W wyścigu głównym uczestniczyć mogły tylko konie pochodzące z hodowli polskiej. Obszerne relacje zamieszczała prasa warszawska; Pławno i okolice stały się celem przyjazdu ziemiańskiej śmietanki. Tradycji nie przerwało nawet bankructwo i utrata majątku przez Gruszeckiego. Pławno przyszło w ręce Lubomirskich, którzy nie mniej gorliwie kultywowali tradycje hodowli rumaków. Niestety, po bezskutecznych próbach przeniesienia inicjatywy do stolicy Gubernii – Piotrkowa, w 1892 wyścigi pławnieńskie uległy likwidacji. Z oczywistych względów musiały przegrać konkurencje z warszawskimi wyścigami organizowanymi od 1886 r na Polach Mokotowskich.

Pokłosiem pławnieńskiej tradycji stała się budowa profesjonalnego ośrodka hodowli koni wyścigowych przez braci Lubomirskich Stefana (z Kruszyny), Stanisława (prezesa Banku Przemysłowego) i Władysława (przedsiębiorcę). Wybudowane w 1897 r w Widzowie nowoczesne stajnie umożliwiły sprowadzenie i rozwój hodowli, opartej na wyselekcjonowanych okazach rozrodowych. Konie Lubomirskich znane były nie tylko z tryumfów na Polach Mokotowskich, wygrywały także w derby w Moskwie, Wiedniu, Budapeszcie.

Publikowano roczniki zawierające informacji hodowlane, wydano także podręcznik dla hodowców. Stadninę udało się ocalić w ciężkich czasach I wojny, gdy przez włości Lubomirskich przeszła linia frontu. Niestety, po wojnie warunki ekonomiczne ziemian stały się zbyt trudne. Być może afera księcia Tomasza była gwoździem  do trumny. W 1931 r Lubomirscy zmuszeni byli sprzedać ośrodek w Widzowie, nabywcą był hodowca z Galicji Henryk Woźniakowski ze Starzyn k/ Medyki. Utrzymał on jakość hodowli; niestety, wojna o potem konfiskata majątku przez komunistyczną władzę, zniszczyła jego dorobek.

Odbudowano tradycje hodowlaną mozolnie w ramach państwowej stadniny łączącej Widzów i Skrzydlów – tradycje Lubomirskich i Reszke. Od 2000 r. Widzów jest znów prywatny, konie angielskie z tej stadniny nadal liczą się na Służewcu.

Przypis. O wyścigach pławnieńskich za artykułem prof Andrzeja Zakrzewskiego.

dla cz.info.pl Jarosław Kapsa

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px