Banner Top

Zza bandy #3: Co powinien zrobić Włókniarz z Žagarem? (dyskusja)

  • Published in cz.Sport

Apetyty rosną w miarę jedzenia. Jeszcze kilka sezonów temu ligowego żużla w Częstochowie nie było, a teraz znów żużlowcy spod znaku Lwa mają szansę powalczyć o medal Drużynowych Mistrzostw Polski. By tak się stało, musi jechać cała drużyna, a przede wszystkim liderzy.

Jednym z nich jest Matej Žagar.

Słoweniec trafił do Włókniarza w 2017 roku, gdy opuścił po trzech sezonach Stal Gorzów Wielkopolski. Kontraktowany był z wielkimi nadziejami i miał być jednym z liderów częstochowskiego klubu. Jego średnia biegowa na koniec sezonu wyniosła 1.710 (113 punktów i 5 bonusów w 69 biegach). Był to wynik daleki od oczekiwanych, ale jednak trzeci w drużynie (po Leonie Madsenie i Rune Holcie). Dostał drugą szansę, a swój wynik poprawił o ledwie... dwie dziesiąte. W 78 biegach zdobył 121 punktów i 14 bonusów, co dało mu średnią 1.731 i... znów był to trzeci rezultat we Włókniarzu (ponownie po Madsenie i tym razem po Fredriku Lindgrenie). Został na kolejny rok, a po trzynastu rozegranych rundach jego średnia jest najniższa, bowiem wynosi ledwie 1.667. Podwyższył ją nieco dwoma ostatnimi występami - w Lublinie (11+1) oraz u siebie z MRGARDEN GKM Grudziądz (12+1). Pomóc w tym miał Sebastian Ułamek, który dołączył do teamu Žagara. - Wiemy na co stać Žagara. Odkąd jest we Włókniarzu, to scenariusz jest taki sam. Być może warto mu zaufać, ale ja nie jestem w stu procentach przekonany. Działacze na pewno nie będą mieć łatwego zadania przy kompletowaniu składu. Trudno wyciągnąć jednoznacznie optymistyczne wnioski, jeśli jednak ktoś co roku nie potrafi ustabilizować formy, a jednocześnie w najważniejszych meczach sezonu jest pewnym punktem - mówi nam Łukasz Witczyk z redakcji WP Sportowe Fakty.

Postawa słoweńskiego komandosa może napawać optymizmem, ale patrząc przez pryzmat całego sezonu to jednak obraz wydaje się być zaburzony. Pytany o swoją przyszłość po ostatnim meczu odpowiadał, że chciałby zostać we Włókniarzu. Kibice nie mówią mu "nie", ale na pewno nie jako trzeci lider, a co najwyżej druga linia. Zgadza się z tym Mateusz Makuch, na co dzień korespondent serwisu WP Sportowe Fakty. - Co by nie mówić o Mateju, nie można odmówić mu regularności. Od kilku sezonów utrzymuje średnią na podobnym poziomie i teraz będzie tak samo. Zwłaszcza, że wyraźnie dobrze robi mu obecność Sebastiana Ułamka. Nie jest to jednak średnia, którą mógłby się pochwalić lider. W mojej ocenie, Słoweniec to bardzo silny zawodnik, ale tzw. drugiej linii. Pewnego pułapu niestety, ale nie przeskoczy. Przynajmniej na razie nic na to nie wskazuje...

Wielu zastanawia się w czym tkwi problem Słoweńca, który, zresztą jak sam podkreślał Michał Świącik w jednym z wywiadów - TUTAJ, potrafi pojechać jak mistrz świata, a za chwilę nie przypomina tego zawodnika, którym był pięć czy dziesięć minut temu i ogromnie męczy się z juniorem. Takich wyścigów w trakcie swojej kariery miał wiele, także i w tym sezonie. - Uważam, że problemem dla Mateja Žagara są zbyt wielkie oczekiwania kibiców. Nie ukrywajmy, to nigdy nie był żużlowy wirtuoz. Na arenie międzynarodowej nie odnosił wielkich sukcesów. Jest jednak uczestnikiem cyklu Grand Prix i co zrozumiałe wymaga się od niego więcej. Moim zdaniem nie jest to jednak materiał na silnego lidera. Trzeba uczciwie przyznać, że najlepsze lata ma już za sobą. Stać go na pojedyncze przebłyski, tak samo jak w przypadku Pawła Przedpełskiego i Adriana Miedzińskiego - dodaje Witczyk.

Za miesiąc (22 września spotkaniem rewanżowym o 1. miejsce lub 3. miejsce w PGE Ekstralidze) dobiegnie końca ligowy sezon Włókniarza. Plotki transferowe nabiorą pełnych obrotów. Co powinien zrobić klub z Žagarem zakładając, że uda się pozyskać solidnego krajowego zawodnika w miejsce Pawła Przedpełskiego, który najpewniej pożegna się z drużyną? - Na tę chwilę Žagar może chcieć zostać we Włókniarzu, ale po sezonie ktoś może dać więcej pieniędzy i Słoweniec odejdzie z klubu. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Nie można rezygnować z Žagara jeśli nie znajdzie się innego, lepszego od niego obcokrajowca. Jeśli jednak udałoby się wymienić Przedpełskiego na Drabika, to warto rozważyć możliwość zatrudnienia innego zawodnika, ale jednocześnie nie brać udziału w licytacji, co mogłoby być zagrożeniem dla klubowych finansów - dodaje Witczyk.

Zakładając, że nie uda się jednak pozyskać żadnego solidnego Polaka typu wyczekiwanego pod Jasną Górą Maksyma Drabika ból głowy może być jeszcze większy, bowiem wielu jeźdźców o statusie obcokrajowca najpewniej zostanie w swoich obecnych klubach. - To trudne pytanie, bo wiele zależy od innych transferowych ruchów, nawet tych, w których nie będzie uczestniczyć Włókniarz. Może po prostu okazać się tak, że pozostawienie Mateja będzie wyjściem najbardziej rozsądnym. Wiemy już, czego się po nim spodziewać. Z drugiej strony jednak, jeśli Włókniarz nie pozyska mocnego polskiego seniora, wypadałoby, aby postarał się o solidne zagraniczne nazwisko, ale tu też należy pamiętać, że rynek będzie bardzo wąski. Kto w takiej sytuacji za Žagara? Życzeniowo widziałbym Mikkela Michelsena, którego do składu Włókniarza wpasowałem już przed sezonem 2018. Duńczyk jednak zostanie w Lublinie. W takiej sytuacji na rynku zostają takie nazwiska jak Doyle, Iversen czy Grigorij Łaguta. Poza tą trójką, żaden obcokrajowiec będący w zasięgu Włókniarza nie gwarantuje lepszych wyników, niż Matej.

Kibice Włókniarza doskonale pamiętają, że Žagar swego czasu potrafił czarować akcjami po szerokiej lub niesamowitymi pikami przy krawężniku. W tym roku tor jest daleki od ideału, a żużlowcy jak np. Adrian Miedziński nie ukrywają, że kombinują oni z owalem, by osiągnąć jak najlepszy handicap. Widowiska są słabe, a szeroka w tym roku nie chodzi (stwierdzenie nie dotyczy Emila Sajfutdinowa). Czy ewentualny powrót do starego, dobrego, typowo częstochowskiego toru mógłby sprawić, że i wyniki Słoweńca, choćby na domowym torze? - Casus Žagara jest wręcz nieprawdopodobny. Z jednej strony, to zawodnik, który nie raz już zasłynął z widowiskowej jazdy, chociażby jako żużlowiec Stali Gorzów bądź w cyklu Grand Prix, a z drugiej strony na torze, który słynie z mijanek, do tej pory zawodził. Teoretycznie powinien brylować na SGP Arenie, a tymczasem spisywał się poniżej oczekiwań. Rozmawiałem z nim po ostatnim spotkaniu z Grudziądzem i przyznał, że jemu obecny tor odpowiada, zwłaszcza, że poprawił moment startowy. Było to zresztą widać po jego zdobyczy. Niejako rodowodem Włókniarza zawsze był widowiskowy tor, na którym Zagar szwankował. Tak doświadczony żużlowiec powinien radzić sobie w każdych warunkach, wystarczy spojrzeć na Madsena czy Lindgrena. Nie oszukujmy się, że trener Cieślak zrobił ostatnio nawierzchnię właśnie pod Słoweńca. Obawiam się, że powrót do "starego" toru wyzwoliłby u niego znowu chimeryczność. Jeżeli chcemy połączyć widowisko z wynikami, to niestety, ja Žagara nie widzę w drużynie na przyszły sezon. I tutaj jest prosty warunek. Należałoby znaleźć kogoś kto godnie zastąpiłby Mateja. Rynek nie jest z gumy i niewykluczone, że Włókniarz nie zrezygnuje z jego usług, wierząc, że w kolejnym sezonie 36-latek "odpali". I tak na koniec proponuję, żeby każdy zadał sobie pytanie, czy Žagara należy traktować jako jednego z liderów, czy drugą linię? Wydaje mi się, że raczej to pierwsze. Tylko, że lider powinien umieć jeździć w każdych warunkach. A to jest bolączką Słoweńca - komentuje Krystian Natoński (Polsat Sport).

cz.info.pl, Konrad Cinkowski, foto: Zbigniew Tromczyński

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px