Banner Top

Pajacyk Prezydencki

Jest Pałac Prezydencki, w nim możemy ulokować Prezydenta albo Pajacyka Prezydenckiego. Pozornie, niewielka różnica; zdarza się nawet, że Pajacyk wygląda atrakcyjniej od człowieka, lepiej go ubrano, uczesano, pokazano na fotografii.

Gdyby funkcje lokatora Pałacu Prezydenckiego ograniczyć do reprezentacyjnych, to taki dobrze skrojony Pajacyk, pozbawiony ludzkich wad i słabości, byłby jak znalazł. To, że sterowany byłby przez ukrytą w cieniu rzeczywistą władzę, nie rzucałoby się w oczy, byle to dyskretnie robić.

Stety czy niestety obowiązujący w Polsce ustrój nie przewiduje lokowania w Pałacu Pajacyka. Prezydent ma określone kompetencje, do których należy zwłaszcza czuwanie nad przestrzeganiem Konstytucji. W czasach, gdy zniszczony został autorytet Trybunału Konstytucyjnego, rola Prezydenta jako strażnika Konstytucji staje się najważniejszym zadaniem. Powiem więcej: nie ważne, czy Prezydent będzie z lewicy czy prawicy, identyfikacja partyjna jest raczej słabością niż siłą Urzędu; istotne jest by okazał się rzeczywistą niezłomnością w obronie każdej litery oraz wyrażonego w Preambule ducha Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej.

Należę do grupy ludzi, którzy są anty-pisowcami nie tylko z powodu krytycznej oceny prowadzonej przez tą partie polityki gospodarczej czy społecznej. Jestem anty-pisowcem, bo widzę w tej wodzowskiej partii realne zagrożenie dla wolnej, demokratycznej i praworządnej Polski. Państwo Polskie, określone Konstytucją to złożona z wielu elementów instytucja. Nikt nie ma prawa uważać siebie za ważniejszego od Państwa, żadna – nawet pochodząca z demokratycznych wyborów – władza nie ma prawa monopolizować Polski, niszczyć niezależność sądów, likwidować samorządność terytorialną, ograniczać podstawowe wolności obywatelskie. Rządy autorytatywne, rządy różnych „Ojców Ojczyzny” to już mieliśmy, tak jak i przećwiczył to szereg innych państw europejskich; zawsze i wszędzie kończyło się to ludzkim nieszczęściem. Bronić więc należy Konstytucji nawet przeciw demokratycznej większości, bo inaczej ta większość zyska władzę tłumu linczującego nielubiane indywidualności.

W teorii wizja obrony Konstytucji przed demokratycznie wybraną większością nie powinno nam grozić. W wyborach parlamentarnych PiS zdobył 8 mln głosów, partie anty-pisowskie 8,9 mln. Wybory prezydenckie są większościowe, nie da się w nich własnego nierozsądku zwalić na nieznanego pana d,Honta. Wybory skończyć się mogą w jednej turze, gdy któryś kandydat zyska ponad 50%głosów; albo w drugiej turze w rywalizacji dwóch kandydatów, uzyskujących w pierwszej turze największą ilość głosów. Proste przeniesienie ilości głosów uzyskanych w wyborach parlamentarnych, przy założeniu rywalizacji 1 kandydata z PiS i jednego z anty-PiS, przyniosłoby wybór w I turze anty-pisowcowi. Proste liczenie oparte na zwykłej logice jest czystą abstrakcją wobec zwielokrotnionej kombinacji planów graczy z politycznego podwórka. Ponieważ w realiach naszego kraju skuteczną kampanie wyborczą mogą prowadzić tylko duże partie polityczne (kwestia kasy i organizacji) to od nich zależny jest przebieg i wynik wyborów. Możemy jedynie westchnąć, parafrazując słowa Churchilla: los tak wielu zależny jest od tak niewielu... miernot.

Słowo „miernota” nie przyjmujmy jako obraźliwy epitet, lecz jako zdefiniowanie rzeczywistości. W każdej organizacji czy instytucji zarządzanej w sposób „wodzowski” nastąpić musi wyjałowienie (zmiernocenie) kadry. Wódz w obawie o swoją pozycję pozbywa się ludzi niezależnych i kompetentnych, zastępując ich „potakiewiczami”. Chyba każdy z nas zna taki przykład z korporacji czy urzędu; podobny proces występuje w zcentralizowanych partiach politycznych. Oczywiście, ten proces demoralizacji następuje szybciej, gdy partia jest przy władzy ( każda władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie – zauważył to lord Acton); ale sama utrata władzy nie wystarczy, by zmienić karierowiczów w obrońców wolności.  Zarządzana wodzowsko partia opozycyjna ulega takiemu samemu „umiernotowieniu”, jak partia u władzy. Przekłada się to na dobór kandydata i przebieg kampanii prezydenckiej.

Gdybyśmy przyjęli, że najważniejszym zadaniem Prezydenta RP jest czuwanie nad przestrzeganiem Konstytucji, pewnie – po dłuższej dyskusji w gronie światłych a roztropnych ludzi – wysunęlibyśmy kandydaturę kogoś takiego jak prof. Andrzej Zoll. Pomijając wiek, ma on wszelkie zalety czyniące z niego Doskonałego Prezydenta: pochodzi z dobrej rodziny, ma niekwestionowany dorobek naukowy,  spełnił się dobrze prezesując Trybunałowi Konstytucyjnemu i będąc Rzecznikiem Praw Obywatelskich; w dodatku cechuje go właściwa krakowskim konserwatystom elegancja. Nawet jeśli zgodzimy się wszyscy, że to ideał, to jednocześnie zgodzimy się także, że nasze myślenie to czysta abstrakcja, bo żadna partia nie wysunie kandydatury kogoś takiego jak prof. Andrzej Zoll. A gdyby nawet w jakiejś desperacji to się stało, to kandydata otoczyłby natychmiast partyjny sztab wyborczy, czyniący wszystko by faworyt przegrał. To nie żart, tak właśnie partyjny sztab „zabijał” szanse na reelekcje Bronisława Komorowskiego, dochodząc w swych kalkulacjach do wniosku, że lepsze jest zwycięstwo Andrzeja Dudy, niż tryumf zbytnio niezależnego od partyjnej centrali Komorowskiego. W partiach wodzowskich „król jest tylko jeden”, jeżeli lider partyjny nie kandyduje, to musi wysunąć kandydata, który dla niego nie będzie zagrożeniem. Innymi słowy w interesie partyjnym jest instalowanie w Pałacu Prezydenckim pajacyka, którym można sterować z krzesła prezesowskiego.

Wizja zastąpienia Andrzeja Dudy rodzajem „Dudy-bis” nie jest dla mnie przekonującym argumentem do uczestniczenia w wyborach. „Miernoty” partyjne gubi zazwyczaj grzech arogancji, przekonanie, że ich pozycja społeczna zależna jest od „układu” w partii, a nie od sympatii lub antypatii szarych zjadaczy chleba. Panuje optymistyczne założenie, że wyborcy o przekonaniach anty-pisowskich nie mają innego wyjścia muszą głosować na KO, Lewicę lub PSL. Drugie założenie, nie wyrażane publicznie, to przekonanie o głupocie elektoratu. Skoro PiS ugrał na tej głupocie, czarując propagandą i rzucając obietnicami, to zróbmy to samo. Niezaprzeczalnie na elektorat składają się wyborcy zarówno głupi jak i mądrzy. Skoro jednak uważa się, że ci głupi zagłosowali na PiS (a bynajmniej tak nie było), to może pora poszukać tych mądrych. Jest to trudniejsze, bo z mądrymi trzeba rozmawiać, głupim wystarczą fajerwerki na tzw. konwencjach.

Jako wyborca mam prawo czuć się obrażonym posądzeniem o głupotę, a ze swoja kartką wyborczą mogę zrobić to co chcę; mimo swoich przekonań nie jestem skazany na popieranie każdego nominanta partii anty-pisowskich.

Uważajcie miernoty! To są ostatnie wybory, w których partyjna koalicja anty-pisowska ma szansę wygrać. Kolejnej szansy nie będzie. Na Węgrzech też istniały kiedyś silne partie liberalne i lewicowe; to nie Orban je zniszczył, to wyborcy mieli dość partyjnych miernot.

Przebicie się z radami do ucha partyjnego prezesa jest fizycznie niemożliwe. Warto jednak, choćby dla własnej satysfakcji, zdefiniować warunki umożliwiające kandydatowi opozycji zwycięstwo w wyborach prezydenckich.

1. Wspólny kandydat całej opozycji. Warunek, o którym wiemy, że nie jest możliwy do spełnienia. Optymiści twierdzą, że wielu kandydatów zmobilizuje więcej głosów, w drugiej turze umożliwiając zwycięstwo najlepszego. Zwrócić tu jednak uwagę należy, że rywalizacja wewnątrz opozycji jest w pierwszym rzędzie grą na korzyść PiS-u. Lewica i KO grają o ten sam elektorat, najbardziej zacięta będzie rywalizacja między kandydatami tych ugrupowań. Ponieważ chodzić będzie o mobilizację swoich, rozpocznie się licytacja haseł kierowanych do radykalnych mniejszości; zatem czekać nas będzie swoista wojna kulturowa z Kościołem, uwypuklanie krzywd środowiska LGBT, podważanie aborcyjnego kompromisu. Efektem będzie odstraszenie od opozycji elektoratu tradycjonalistycznego.

2. Niezależność materialna kandydata. Niezależność to nie tylko deklarowane cechy charakteru, ale też indywidualny dorobek stworzony nie dzięki partii, ale siłami własnej pracy i intelektu. Przedwojenni prezydenci, zanim zostali wybrani, legitymować się mogli wybitnymi osiągnięciami: Gabriel Narutowicz tworzył w Szwajcarii energetykę wodną, Ignacy Mościcki opatentował szereg technologii przetwarzania azotu, Stanisław Wojciechowski był współtwórcą polskiego ruchu spółdzielczego. Na tym tle pan Duda wygląda żałośnie, przeciętny pracownik naukowy, autor prac, których nikt nie czyta i nie cytuje; cały jego dorobek wynika z kreacji partyjnej. Szukając anty-Dudę wypadało znaleźć kandydata o rzeczywistym, samodzielnym dorobku, kogoś kto coś już zrobił dla Polski, a nie tylko dla swojej partii.

3. Niezależność od partii. Prezydent nie jest facetem meldującym prezesowi partii wykonanie zadania. On jest i musi być ponad partią. Wymagamy od niego by bronił Konstytucji, musi mieć więc siłę i charakter by bronić jej także przed „swoimi”. Ta partyjna niezależność kandydata powinna być uwypuklona już w trakcie kampanii wyborczej. Nie może być tak, jak w czasie kampanii wyborczej Komorowskiego, gdy partyjny sztab decydował o wszystkim, pozostawiając kandydatowi jedynie prawo dawania twarzy na plakaty.

4. Społeczne komitety poparcia. Dobrze ten element wykorzystywał PiS, tworząc w czasie kampanii Lecha Kaczyńskiego społeczne, poza partyjne komitety poparcia. Tego typu działania zwiększają pole rażenia. Są one pewną gwarancją niezależności kandydata od partyjnego aparatu, wskazaniem szerszej podstawy jego społecznego poparcia. Poparcie cenionych lokalnych elit przenosi się także na głosy wyborcze. Zatem, niezależnie czy kandydatem opozycji będzie pani Małgorzata Kidawa-Błońska czy pan Kosiniak-Kamysz, pierwszym ich celem powinno być tworzenie społecznych komitetów poparcia w każdym mieście, a może nawet w każdej gminie.

5. Odwaga odrzucenia demagogii. Przyzwyczajono nas, że w wyborach obiecuje się wszystko wszystkim. Więc raz jeszcze powtórzę: przestańcie liczyć na kupienie głupich, zacznijcie szukać mądrych. Trzeba mieć odwagę, by zerwać z demagogią. Prezydent nie rozdaje 500+, to robi rząd, a rywalizacja o większość parlamentarną już została rozstrzygnięta. Prezydent nie wprowadza sprawiedliwości, zastępując sądy. Prezydent nie jest liderem opozycji wobec rządu, utrudniającym mu realizację takich czy innych polityk społecznych. Prezydent ma kompetencje ściśle określone w Konstytucji, ich powinien się trzymać stojąc na straży przestrzegania ustawy zasadniczej. Nie zwycięży się demagogią demagogii, nie ma sensu obrażać elektoratu założeniem „że ciemny lud wszystko kupi”. Nasz elektorat nie jest ani taki ciemny, ani taki głupi; trzeba go z szacunkiem traktować.

6. Prezydent wszystkich Polaków. Jest to frazes, często powtarzany, lecz rzadko pokrywany treścią. Preambuła naszej Konstytucji wyraźnie definiuje czym jest Naród Polski; czuwając nad przestrzeganiem Konstytucji Prezydent ma obowiązek chronić wolności każdego obywatela Rzeczpospolitej Polskiej. Każdego!!!. Warto to akcentować, bo w modzie jest radykalizm poszukujący wrogów, wykluczający ich ze wspólnoty konstytucyjnego Narodu.

Trzeba sobie jasno powiedzieć; niezależnie czy to jest były esbek czy miłośnik Bolesława Piaseckiego; niezależnie czy to Grzegorz Braun czy pan Biedroń; niezależnie czy to arcybiskup Kościoła Katolickiego czy guru sekty pastafarian; każdy jest równy wobec prawa, każdemu Konstytucja gwarantuje podstawowe wolności. Nie czyńmy z tolerancji afirmacji, nie róbmy z niej przywileju, którym obdarzamy jedne mniejszości, odmawiając innym. Trzymajmy się zasady równości każdej jednostki wobec prawa, a wówczas rzeczą oczywistą będzie wolność każdego w wyborze własnej drogi w poszukiwaniu szczęścia. Prezydent wszystkich Polaków musi być gwarantem tej równości.

Zazwyczaj życie nie chodzi drogą prostą. Najlepsze teorie rozbija się o praktykę ludzkiej niedoskonałości. Żyję już wystarczająco długo, by móc cytować słowa starego aktora: „bywało gorzej, a ludzie klaskali”. Wybory nie są bitwą na wyżynie Armagedonu, to nie jest bój ostateczny, decydujący o zbawieniu czy potępieniu. Grzechem jest zarówno nadmierny triumfalizm, jak i pesymistyczne pogodzenie z nieuchronnością porażki. Trzeba po prostu żyć i robić swoje.

dla cz.info.pl Jarosław Kapsa

Banner 468 x 60 px

Banner 468 x 60 px